trening wokół powiatu

Środa, 13 czerwca 2012 · Komentarze(0)
a spróbuję trochę poprowadzić tutaj bloga w podobnym stylu co moja klubowa koleżanka CheEvara :P

wstałem se rano dość wyspany, lookłem sobie na telefon a tam dwie odebrane wiadomości.
1. W dniu wczorajszym padło ileś tam bramek i dostajesz dzięki temu ileś tam smsów do oranż. ten sms mnie ucieszył bo, dostałem coś za darmo co rzadko się w tym kraju zdarza.

2. Drugi sms był od trenera ,, Witam Krzyś, dziś wytrzymałość 210min..."
czytając tego smsa słyszałem jak na dworze napierdziela deszcz. Nagle łóżko osiągnęło siłę przyciągania w ciul dużej wartości, a kołdra zaczęła ważyć tonę, tonę, a ja tonę pod tą kołdrą.

Jakoś tak niemrawo zbierałem się na ten trening, a to zrobiłem to, a to siamto i jeszcze co innego. Rozważałem też czy aby przypadkiem nie zrobić sobie wyczymałości na trenażerze. Jakoż iż mój brat ma pokój pod moim pokojem, nie chciałem mu grać utworów niczym placu budowy, miałby odgłosy jakby jeden budowniczy kręcił cały czas wiertarką..

Jednakowoż się wskakując w strój wyszedłem na ten rower.
Na ogół trafiam z odpowiednim ubraniem się na trening, tak dziś jak kulą w płot nie bardzo trafiłem... Musiałem ściągać kamizelkę, którą zostawiłem po drodze u babci z powodu takiego że nie miałem miejsc w kieszonkach, w których tkwiły banany i batoniki, 3.5h na wodzie się nie ujedzie :P Ściągłem z siebie jeszcze rękawki i buffa z głowy.

111km nie będę opowiadał kilometr po kilometrze, więc powiem że zapierdzielałem jak dziki osioł któremu posmarowano jajka maścią rozgrzewającą :P
Po godzinie jazdy sigma pokazywała już ponad 30km, po 2h było już ponad 60km, na 30 minut przed końcem treningu miałem ok. 88km. Nogi już mnie nieco piekły, jak to się mówi biednemu wiatr w oczy, i tak było, sporo musiałem lecieć pod wiatr. Piekło minęło gdy moja bezprzewodowa sigma wskazała na liczniku 100km. Do końca treningu zostało mi wtedy jeszcze 13minut. A gdy mój polar wskazał 3h 30min (210minut) licznik wskazywał że przejechałem 106km. Szczeliłem sobie jeszcze rozjachę przez miasto,legionowską strefę kibicowska, zobaczyłem wynik Dani z Portugalią i zajechałem do domu.

Ujechałem się niesamowicie, ale jako że pobiłem swój rekord w przejechanych km na treningu z radością usadziłem 4 litery na fotelu i pomyślałem sobie : dziś fajrant.

A już wczoraj Wujeczek Wojteczek uprzedził że jutro siła :]
Być może skoczę sobie na Agrykolę?

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa jaduz

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]